Ze swojej torby wyjęłam zeszyt od angielskiego, muzyki i przyrody. One nie będą mi potrzebne. Odłożyłam je do szafki, założyłam płaszcz i wyszłam na zimne jesienne powietrze. Mimo wczesnej pory już na dworze robiło się chłodno. Ludzie z mojej klasy zaczęli wychodzić. Tak strasznie ich nienawidzę. Omijając grupki osób ruszam do domu.
Mijając kolejny zakręt byłam coraz bliżej miejsca mojego zamieszkania, ale moją uwagę przykuł głos dobiegający od faceta idącego za mną.
-Ashton chyba znalazłem odpowiednią kandydatkę do tego naszego zakładu. -Zaśmiał się, a jego głos był trochę pisklwy.
Był coraz bliżej mnie, przez co przyśpieszyłam kroku.
-Gdzie się tak śpieszysz skarbie? -Zapytał i byłam pewna, że to do mnie.
Nie odwróciłam się. Szłam dalej. To nic nie dało, bo poczułam dużą, ciepłą dłoń na moim ramieniu, którym lekko szarpnął. Tym gestem sprawił, że stałam teraz bokiem do niego. Ma taką nietypową urodę.
-P-puść mnie proszę. -Wyjąkałam.
-Nie zrobię tego. -Odpowiedział mi z kpiną w głosie.
Zaczęłam wyrywać się z jego uścisku, ale to był kiepski pomysł, bo on swoje ręce zacisną jeszcze mocniej, a moje ciało przyparł do muru budynku przy którym się właśnie znajdowaliśmy.
Przestraszona zamknęłam oczy. Co on ma zamiar mi zrobić? Nikogo nie było w pobliżu. To boczna droga na której stoją tylko stare kamienice.
-Nie bój się mnie.
Nie mam zamiaru na niego spojrzeć.
-Spróbuje inaczej... Jak masz na imię?
Co?!
-Dan-ielle. -Spojrzałam na niego, a on posłał mi szeroki uśmiech.
-Boisz się mnie. -Stwierdził. -Jestem Calum.
-Cz-czego ode mnie chcesz?
Naparł na mnie jeszcze mocniej. Byłam między nim, a murem. Nie miałam drogi ucieczki.
Jego ręce skierowały się do kieszeni mojego płaszcza, po czym wyjął mój telefon. Przyglądałam się jak sprawnie coś zapisuje i wkłada go z powrotem na swoje miejsce.
Po tym wszystkim pocałował kącik moich ust i dostał się do mojej szyi, gdzie zaczął przygryzać moją skórę.
-Proszę przestań. -Jęknęłam.
Ból był coraz silniejszy. Byłam za słaba by go odepchnąć.
Zaśmiał się gardłowo i ucałował nabrzmiałe miejsce.
-Jeszcze się spotkamy... I jesteś moja, pamiętaj.
Odsunął się ode mnie i odszedł.
Kurdę. Kurdę. Kurdę.
Bałam się go jak jasna cholera. Obejrzałam się wokół, ale go już nie było.
Byłam cała roztrzęsiona. Czy takie rzeczy dzieją się na co dzień? Nie to niemożliwe.
Zaczęłam biec. Go już nie ma. Muszę o tym pamiętać.
Otworzyłam drzwi, na szczęście nie były zakluczone. Mój oddech był nie równy, a ja potrzebowałam czegoś do picia.
-Dan ile razy cię prosiłam? Rozbieraj się zanim wejdziesz do kuchni, salonu czy gdziekolwiek indziej.
-Przepraszam mamo, ale muszę się napić.
Z jednej z półek wyjęłam szklankę, a z blatu wzięłam dzbanek z zimną wodą. Po wlaniu, wypiłam wszystko co znajdowało się w naczyniu.
Poczułam wibracje mojego smartfona.
Zobaczymy się niedługo. Pamiętaj o mnie. Cal x
Czy on sobie żarty stroi?
Oczy mi się już same zamykał, ale nie mogłam sobie odpuścić. Można powiedzieć, że strasznie zawzięłam się na dobrą ocenę z chemii. Po raz ostatni powtórzyłam wszystkie notatki. Była to już późna pora, bo po północy.
Mój telefon zaczął wibrować na biurku, oznaczając połączenie. Kto normalny dzwoni o tej godzinie? Nie patrząc na ekran, dalej powtarzając notatki prunłam palcem po ekranie.
-Halo? -Jęknęłam cicho.
-Czy ty już nie powinnaś spać?
Śledzi mnie czy jak?
Moje serce wydawało się ciężkie jakby zaraz miało mi wyjść na zewnątrz.
-Sk-ską...
-Mam swoje sposoby. -Przerwał mi. -Widzę cię, pamiętaj.
Przeczesałam wzrokiem po całym pomieszczeniu skupiając się na oknie.
-Idź spać. -Powiedział groźnie.
Niczego nie zauważyłam.
-Rozkazujesz mi?
Mam ochotę uciec, schować się cokolwiek.
-Idź spać albo do ciebie wejdę.
Szybkim ruchem rozłączyłam się, rzucając telefon gdzieś. Weszłam do poszewki ciesząc się, że wcześniej się umyłam. Byłam cholernie przerażona. Zamknęłam oczy. Tak jakby chowając się przed potworami będąc małym dzieckiem.
___________
Więc jest rozdział.
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, to proszę o zostawianie swojego username w komentarzu.
WILD
czwartek, 14 listopada 2013
niedziela, 3 listopada 2013
Rozdział 1
Moje życie to taki ciągły hałas.
Jak myślisz Calum, dlaczego właśnie siedzisz z tymi idiotami? Przecież mógłybym wstać z tej białej kanapy i wyjść, ale tego nie zrobiłem.
-Lou mogę się założyć, że nie wytrzymasz z jedną laską przez miesiąc. -Ashton odezwał się ze woim chytrym uśmieszkiem.
Louis był znany z tych swoich jedno razowych numerków, ale szczerze? Kto nie był.
-Oczywiście, że dałbym radę.
O czym oni właściwie rozmawiali? Wziąłem swoje piowo, upijając łyka.
-Ja mógłbym spróbować. Biorąc pod uwagę, że jak wygram i rozkocham w sobie panienkę w jak tam powiedzieliście?
-Miesiąc. -Powtórzyli chórem.
-Tak miesiąc... Zrobicie coś dla mnie. -Dokończyłem.
-Co konkretnie Hood?
-Jeszcze zobaczymy. -Lekko się zaśmiałem.
Wstałem z myślą wrócenia już na chate.
-Pamiętaj ona ma być jedną z tych nieśmiałych. Żeby nie była to taka pierwsza lepsza laska, która sama będzie ci wskakiwać do łóżka.
-Umowa stoi. -Powiedziałem i ruszyłem w kierunku wyjścia.
Jak myślisz Calum, dlaczego właśnie siedzisz z tymi idiotami? Przecież mógłybym wstać z tej białej kanapy i wyjść, ale tego nie zrobiłem.
-Lou mogę się założyć, że nie wytrzymasz z jedną laską przez miesiąc. -Ashton odezwał się ze woim chytrym uśmieszkiem.
Louis był znany z tych swoich jedno razowych numerków, ale szczerze? Kto nie był.
-Oczywiście, że dałbym radę.
O czym oni właściwie rozmawiali? Wziąłem swoje piowo, upijając łyka.
-Ja mógłbym spróbować. Biorąc pod uwagę, że jak wygram i rozkocham w sobie panienkę w jak tam powiedzieliście?
-Miesiąc. -Powtórzyli chórem.
-Tak miesiąc... Zrobicie coś dla mnie. -Dokończyłem.
-Co konkretnie Hood?
-Jeszcze zobaczymy. -Lekko się zaśmiałem.
Wstałem z myślą wrócenia już na chate.
-Pamiętaj ona ma być jedną z tych nieśmiałych. Żeby nie była to taka pierwsza lepsza laska, która sama będzie ci wskakiwać do łóżka.
-Umowa stoi. -Powiedziałem i ruszyłem w kierunku wyjścia.
wtorek, 22 października 2013
WILD
Rzeczą dziwną jest kochać kogoś tak bardzo nieprzewidywalnego, niepanującego nad sobą, ale to się dzieje. Nie jesteś w stanie nad tym zapanować, to po prostu niemożliwe.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)